The Same

Ciąża i macierzyństwo / Kocham być kobietą / Trudne tematy

Dylematy młodej matki – Vol I

No może nie takiej znowu młodej;-) No bo matki 2-ki dzieci z 6-cioletnim stażem. Niestety doświadczenie nie powoduje, że dylematy znikają, a wręcz przeciwnie – mnożą się i pogłębiają, … bo jak to mówią: małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot.

Tak na prawdę zaczyna się jeszcze zanim dziecko pojawia się na świecie. Po czasie euforii, który pojawia się wraz z dwiema kreskami na teście ciążowym, przychodzi moment przerażenia spowodowany niepewnością, nieznajomością tematu, obawą przed nieznanym. W moim przypadku większość myśli skupiała się wokół porodu i jego fizycznych aspektów. Na samą myśl czułam gęsią skórkę, przez co często świadomie odganiałam ją od siebie tłumacząc, że zacznę się tym martwić jak przyjdzie pora. Pamiętam jednak, gdy koleżanka z pracy (pierwsza wtajemniczona) zapytała mnie kiedyś: nie boisz się? Odparłam, że oczywiście, bo to naturalne, bo to pierwszy raz itd. Oczywiście na myśli miałam poród i rewolucję obyczajową, jaką dziecko wprowadza w życie człowieka bezdzietnego. Ku memu zdziwieniu, jej (osobie bezdzietnej) wcale nie chodziło o poród. Nie, nie – odparła – mam na myśli to czy nie boisz się, czy wychowasz je na dobrego, wartościowego człowieka? O Boże – pomyślałam i wtedy dopiero ciarki przeszły mi przez kark. Jak ja mogę skupiać się na tak przyziemnych rzeczach, jak poród, a nie myśleć o tak istotnych sprawach, jak wychowanie… Szczerze mówiąc, to nawet się zawstydziłam i to jedyne co pamiętam z tej rozmowy.

dsc02377_kadrpk

Jak się potem okazało, ciąża nie była idealna, zakończyła się przedwczesnym porodem w formie cc. Tak więc obawy związane z naturalnym porodem okazały się bezpodstawne, a komplikacje podczas ciąży pojawiły się pomimo, że w ogóle o nich nie myślałam. Z biegiem czasu nasiliły się natomiast obawy, które zaszczepiła koleżanka podczas pamiętnej rozmowy w pracy. I cóż – trwają do dziś…

Nie ma właściwie dnia żebym nie zastanawiała się, czy słusznie postępuję, czy daję dostateczny przykład, czy dokonuję właściwych wyborów dotyczących dzieci. Zaczyna się od przyziemnych decyzji na temat np. diety dziecka – czy właściwa dla wieku, czy wystarczająca, czy dostatecznie zróżnicowana? Czy może modyfikować o artykuły, których sami nie znosimy, i których w naszym domu się nie jada, bo przecież dziecko może mieć inne preferencje, więc nie powinno się go ograniczać i narzucać własnych…? U nas się nie sprawdziło – próbowałam z brukselką, ale mała chyba widziała że nie mam przekonania, bo wypluwała. A może po prostu jej nie smakowała, bo źle ugotowałam. Nie wiem – nie miałam doświadczenia.

dsc02332_kadrpk

Kolejna rzecz to szczepienia. Tyle się mówi, pisze. Za i przeciw równorzędna ilość głosów i weź tu bądź człowieku mądry…  Może nie szczepić, bo zagrożenie autyzmem i ta rtęć… Poza tym większość zaszczepiona, więc epidemie mało prawdopodobne. No ale przecież w szpitalu już szczepili, no to trzeba kontynuować. Ok, to chociaż tą samą, czyli płatną. Trudno. Wszystko dla dobra dziecka. Pozostałe też płatne, bo skojarzone, tzn, że będą kłuć tylko raz – dobre i to. No dobrze, a co z pozostałymi? Tymi nieobowiązkowymi szczepieniami. Tak czy nie? Oto jest pytanie. W telewizji kampanie społeczne, u znajomych różnie, a ja znowu stoję w rozkroku ;-( Z jedną szczepionką nam się „udało”, bo po drodze przytrafił się szpital i potem dziecko było za duże na pierwszą dawkę. Drugą – celowo odpuściłam. Czy słusznie? W naszym przypadku tak, bo nie przytrafił się ani wirus rota, ani pneumokoki.

Następny duży dylemat to karmienie piersią. Jak długo? Do oporu – czyli kiedy? Zwłaszcza, jeśli dla matki to wątpliwa przyjemność…;-( Ale przecież to tak ważne dla dziecka – tyle przeciwciał i same dobroczynności. Poza tym mała była wcześniakiem, więc w ogóle nie było nad czym się zastanawiać. Karmię do oporu, aż sama zadecyduje, że dość. Noo, nie dało się mimo starań. Mimo tego, że chyba bez przesady mogę to powiedzieć, dzięki mojej determinacji w ogóle karmienie piersią się nam udało. Moja córka, jako 32 tygodniowy wcześniak cały miesiąc spędziła w inkubatorze, gdzie karmiona była moim mlekiem początkową za pomocą strzykawki, a potem małej butelki. Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że albo ona (1810 gram wagi) nie poradzi sobie z moją  piersią, albo ja nie zdołam być na tyle zdeterminowana żeby podtrzymać laktację. Udało się. Dzięki wypożyczonemu szpitalnemu laktatorowi, regularnie co 3 godziny odciągałam pokarm, by rankiem móc go dostarczyć córce. Obie wyszłyśmy z tej próby zwycięsko. Nigdy nie zapomnę, gdy zjeżył mi się włos na głowie kiedy po raz pierwszy było mi dane przystawić ją do piesi. I to nie tylko przez emocje jakie temu towarzyszyły. Ten mały dzielny ssak miał po prostu tak silny odruch ssania, że nawet położne były w szoku. Na szczęście, równie dzielnie, w wieku 8 miesięcy podziękowała mi za współpracę i płynnie przeszłyśmy na butelkę.

dsc01949_kadrpk

Następny krok to oczywiście powrót do pracy i kolejny dylemat – czy nie za szybko? Może jeszcze za wcześnie, w końcu to takie małe dziecko, tyle mnie ominie… Ale z jakiegoś niewyjaśnionego powodu nie mogłam dłużej czekać. Bardzo pragnęłam wrócić, a jednocześnie wewnętrzne rozdarcie odwlekało tę decyzję. Ostatecznie wróciłam gdy córka miała rok i 4 miesiące. I tu pojawił się kolejny dylemat: żłobek czy niania. Pierwszą opcję wykluczyliśmy od razu. Więc co – casting  na nianię, stres i kolejne rozterki czy to dobra decyzja. Na szczęście się udało. W naszym życiu pojawiła się Nianiusia, która nigdy nie dała pod wątpliwość, że była „dobrym wyborem” i była z nami aż do przedszkola.

Kolejny dylemat jest jak najbardziej na czasie – szkoła, zerówka, a może jeszcze rok przedszkola?? Kolejne rozterki na temat słuszności swojej decyzji. Jasne, że najlepiej byłoby zostawić 6- letnie dziecko w przedszkolu dając mu rok „dzieciństwa” i zyskując jeszcze jeden rok względnego spokoju. Ale wiadomo, że rozwiązanie wygodne dla rodziców nie zawsze jest najlepsze dla dziecka. Ukryte gdzieś w głębi duszy poczucie, że nie daje dziecku wystarczająco z siebie oraz zapewnienia pań z przedszkola, zadecydowało, że odpadło ono w przedbiegach. A gdy okazało się, że w wybranej przez nasz szkole nie ma zerówki – stanęło na pierwszej klasie. Ostatecznie wybraliśmy inną niż początkowo szkołę, ale dylemat czy była to słuszna decyzja pojawia się niemalże każdego dnia. I pewnie niebawem się okaże czy i tym razem nam się udało, czy też należało postąpić inaczej.

dsc02202_kadrpk

Przed nami jeszcze wiele dylematów. Wiele chwil radości i wiele chwil zwątpienia w słuszność naszych decyzji. I nie oszukujmy się – przy drugim dziecku wcale nie jest łatwiej, bo każdy człowiek jest inny i rozwiązania, które sprawdziły się za pierwszym razem wcale nie muszą być dobre dla rodzeństwa. Wielokrotnie będziemy się zastanawiać czy podjęłyśmy dobrą dla naszego dziecka decyzję i to jest nieuniknione. Kiedy chce się mieć dzieci trzeba się liczyć, że nasze myśli będą zaprzątnięte czasem 24h na dobę, bo dylematy często nie pozwalają zasnąć, a czasem budzą człowieka w środku nocy… No cóż, w końcu jesteśmy odpowiedzialni za te małe, jeszcze niesamowystarczalne istoty, a nasze decyzje będą często rzutować na całe ich życie. Pewnie warto sobie zadać pytanie czy jest sens się tak „spinać” i czy czasem nie lepiej wyluzować? Pewnie tak, z tym, że nie każdy to potrafi.

A jak jest u Was? Czy w codziennym życiu udaje Wam się znaleźć ten, tak pożądany w dzisiejszych czasach „złoty środek”, czy często macie poczucie nie do końca trafionej decyzji?

Tak czy siak, mi wszystko mija, gdy słyszę od mojej 6-cioletniej córki „Mamo, załóżmy takie same sukienki i chodźmy na miasto” 😉

dsc02019_kadrpk_poziom

Leave A Comment