The Same

MODA – elegancko ale na luzie

Wybierasz odzież „made in Poland”? Oto współczesny patriotyzm!

Po co zerkamy na metki przyszyte do ubrania? Najczęściej po to, by sprawdzić przepis prania bądź prasowania. Czyli najczęściej dopiero w domu, kiedy daną bluzkę czy sukienkę zdążymy przynajmniej raz, bądź dwa założyć. Bardziej świadomi konsumenci tej miniaturowej lekturze oddają się już w sklepie, jeszcze przed udaniem się do przymierzalni. Nie, nie po to, by wybrać odpowiedni rozmiar. Interesuje ich skład surowcowy ubrania i miejsce produkcji. To wyraz troski o zdrowie (swoje i środowiska) i oznaka patriotyzmu.2152-the_same_grochy_duet-4771

„Made in China” zalewa nas ze wszystkich stron. Chińskie mamy zabawki, chińskie ubrania, chińską porcelanę. Choć to właśnie „chińszczyzna” jest dla nas synonimem tandety, chodzi tu także o produkty z innych odległych zakątków świata, w których produkcja jest tania, masowa i niskiej jakości (np. Tajlandia, Bangladesz). T-shirty, jeansy i obuwie tam produkowane sprzedawane są w zatrważającej liczbie polskich sklepów. Wielu z nas nie ma z tym żadnego problemu – dzięki odzieży z zagranicy można tanio ubrać się od stóp do głów i bez rujnowania domowego budżetu podążać za tak szybko zmieniającą się modą.

Jednak czy zdajemy sobie sprawę z tego, że te tak dynamicznie wymieniane modowe trendy to celowy zabieg tych koncernów odzieżowych, dla których pracują azjatyckie fabryki? To znane na całym świecie odzieżowe sieciówki każą nam kupować jesienne płaszcze na początku sierpnia, a pierwsze wyprzedaże kolekcji zimowych organizują na samym początku tej pory roku, bo tuż po świętach Bożego Narodzenia. My zaś ulegamy temu konsumpcjonistycznemu obłędowi i kupujemy, kupujemy, kupujemy.

Można się zastanawiać, jak nasze szafy to wszystko mieszczą. Odpowiedź jest prosta – wcale nie muszą mieścić. Jakość taniej odzieży jest tak niska, że większa jej część zachowuje ładny wygląd jedynie do pierwszego prania. W związku z tym ubrania te bardzo szybko wyrzucamy. Czy wobec tego możemy mówić o jakimś oszczędzaniu?weronika_bolchajmer-4822

Warto zastanowić się także nad tym, skąd biorą się tak niskie ceny ubrań. Jeśli od ceny koszulki z chińskiego marketu odejmiemy kwotę podatku VAT, zarobek sprzedawcy czy prowizję dostawcy towaru zza granicy, pozostaje nam śmiesznie niska kwota, którą zarabia na t-shircie jego producent. Podkreślmy to: zarabia. Niech będzie to choćby 5 zł. Ile więc musi być warty materiał, z którego powstała koszulka? I ile na jej uszyciu zarobili pracownicy szwalni?

Wszystko to łączy wspólny mianownik maksymalnego obcinania kosztów. Oszczędza się na wypłatach dla najniższego szczebla produkcji, na jakości surowca i na sposobie transportu. O ile jednak zdarza nam się słyszeć o wyzysku pracowniczym, a o jakości ubrań możemy przekonać się na własne oczy, to negatywnego wpływu transportu odzieży z odległych geograficznie krajów możemy nie zauważać. Wielodniowa podróż transportem wodnym powoduje pleśnienie tekstyliów, aby temu zapobiec, stosuje się środki chemiczne, które uczulają, wywołują alergie skórne i inne problemy zdrowotne.

Najtańszych metod produkcji i transportu na pewno nie można też nazwać przyjaznymi środowisku. Azjatycki przemysł tekstylny przyczynia się do zanieczyszczenia gleb i wód. To, co wyprodukowane i sprzedawane lokalnie, nie wymaga natomiast długiego transportu – dlatego jest lepsze. Transport przecież równa się zanieczyszczeniom.weronika_bolchajmer-5045 copy_1200x800_kadr

Na szczęście świadomość konsumencka w naszym kraju stale rośnie. Osób sprawdzających metki już w sklepie, a nie dopiero w domu, jest w Polsce coraz więcej. Zaczynamy zauważać, że odzież rodzimych firm jest solidniej wykonana, z dobrych jakościowo materiałów. Lokalne firmy nie produkują masowo, kupowana od nich odzież jest też więc o wiele ładniejsza i niepowtarzalna. Może dzięki temu tworzyć odzież z pomysłem, czyli np. takie same sukienki dla mamy i córki, czy kolekcje inspirowane kulturą ludową naszego kraju. Na kupowaniu polskich produktów zyskujemy my sami, zyskuje i cały polski przemysł. Wybór „Made in Poland” ma więc pozytywny wymiar w skali mikro i makro. Nasz zakup przekłada się na rozwój pojedynczej firmy, która dzięki temu może zwiększyć zatrudnienie i płace dla swoich pracowników. Bezrobocie maleje. Każda taka firma pracuje więc na ogólny wynik polskiego przemysłu. Nasze wybory w sklepie mają więc często o wiele większe znaczenie, niż nam się wydaje.

Leave A Comment